Trafiłam tutaj i myśle ,że to odpowiednie miejsce do zadania takiego pytania...dlaczego nie moge sobie z tym poradzić, mimo że mam już swoją rodzine dzieci , męża.Czy to dlatego że moja rodzina po ujawnieniu moich okropnych przeżyć z dzieciństwa , oględnie mówiąc zamiotłą to pod dywan, że stałam się czarną owcą rodziny?Czy to się kiedyś skończy...? Copowinnam zrobć żeby się od tego uwolnić?...
Wszystko jest możliwe.Powinnaś szukać pomocy terapeuty skoro sobie nie radzisz.Ale Twój wybór.Nieraz trzeba naprawde osiągnąć dno by podjąć taki krok ,by w końcu zrozumieć,że sama sobie dłużej z tym nie poradzę.Tak było u mnie na przykład.
Moja rodzinka też próbuje zamieść pod dywan,chce zamknąć mi usta.Ale im się to nie uda.Mam wsparcie w mężu.Chodzę na terapię grupowa.No i ludzie w miejscowości z której pochodzę już wiedzą jacy naprawde sa moi rodzice,którzy nie zasługują na to określenie nawet.Tak naprawde nie obchodzi mnie czy wierza inni w to czy nie liczy się to że ojczyma opinia padła ,przynajmniej on tak myśli.A już napewno wstyd i strach go zżera.Nalęży mu się to.Mnie tyle lat zżerał wstyd i strach a to on się powinien bać i wstydzić.Teraz on chociaż żyje z myślą że ludzie wszystko wiedzą.
Mało tego straszyli mnie nawet policją że ich mienie naruszyłam.Nie boję się już ich teraz.Wiem że to miało na celu zastraszenie i uciszenie mnie.Tak naprawde to oni się teraz boją i widzę jacy oni są malutcy i jakimi są tchórzami.Tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu że nie mam się ich teraz co bać bo jestem już dorosła
Hej Magda
Dzieki za odpowiedź.Tylko widzisz u mnie jest troche inaczej,ja nie chce wyciagać faktów sprzed 15 lat ,chodzi mi tylko o jakąś konstruktywną rozmowę z bliskimi ale mimo podejmowania kilkakrotnie próby rozmowy spełza ona na niczym...Dlatego zastanawiam się o pójściu do jakiegoś terapeuty ,zastanawiam się tylko czy mi to pomoże?
Myślę, że można od dnia kiedy przestaje się żyć życiem rodziny a zaczyna swoim.
Domyślam się, że każdy ma jakiś taki społecznie zakorzeniony "wzorzec" rodziny, z którą "trzeba" żyć w zgodznie, liczyć się z jej zdaniem itp. Szkoda, że tak samo każdy z nas nie ma zakorzenionego "wzorca" pt. jeśli taka rodzina "nawali" to liczenie się jej zdaniem, życie w zgodzie powinno zostać anulowanie, gdyż bardziej to przypomina dręczenie samego siebie i zdecydowanie nie pomaga.
Założona przez Ciebie rodzina jest na pierwszym miejscu, a oni (rodzice) cóż mieli swój czas i miejsce, który minął (ja tak uważam). Obecnie w moim życiu nie ma miejca dla moich rodziców. Nie dbam o kontakty z nimi, nie pamiętam o ich urodzinach, nie myśle o nich. Po kilku latach zauważyłam dość dziwną prawidlowość, że to oni zaczęli się starać i przypominają mi o swojej obecności. Nie uważam, że jest to normalnie, tyle że takie ich mocne ignorowanie bardzo mi pomaga, nie są już częścią mojego życia z którą się licze przy podejmowaniu decyzji.
A co do stawania się czarną owcą, rodzina to pewnego rodzaju ekosystem, w którym każdy przyjmuje jakoś rolę (tak jak w życiu). Niestety jest też tak, że aby ten system funkcjonował, czasami się wybiera czarną owcę, ofiarę, która staje sie rodzinnym "śmietnikiem" dla dobra innych. Taka osoba cierpi ale reszta członków rodziny "czuje się dobrze". Pytanie, czy chcesz być członkiem tego systemu?, czy jesteś gotowa ich zostawić tam gdzie są i rozpocząć życie bez nich? Jeśli odejdziesz będą zmuszczeniu poradzić sobie z tym brakiem kozła ofiarnego i kto wie, może pójdą w dobrą stronę? a może w jeszcze większe zaprzeczenie.
Terapia. Mam o niej takie zdanie, że jeśli ktoś jest gotowy pracować i wie konkretnie co chce przepracować, ma czas, pieniądze (na NFZ ta forma pomocy praktycznie nie istnieje) to pewnie, polecam. Terapia pomaga odnaleźć drogą ku zdrowi, którą każdy nosi w sobie, a że ją nosi to też może ją odnaleźć bez terapii, z terapią (chyba) jest szybciej.
Kiedyś widziałam film K-pax, moj ulubiony dialog z filmu:
Lekarz: To ładnie pomagać innym pacjentom Prot, ale nie możesz mówić im, że ich wyleczysz.
Pacjent: Jesteś strasznie spięty. Mówiąc słowami Navarro: "Wyluzuj".
Pacjent: Każde stworzenie ma zdolność samoleczenia. Pacjent: K-PAXjanie wiedzą to od milionów lat.
Lekarz: Na tej planecie, ja jestem lekarzem, a ty pacjentem.
Pacjent: Doktor, pacjent. Ciekawe ludzkie rozróżnienie.
Lekarz: Leczenie Howiego,
Lekarz: Erniego, czy Marii, to moje zadanie.
Pacjent: Więc czemu ich nie wyleczyłeś?
"It's not what you know, it's what you do with what you know."
~ Unknown
Dzięki...nigdy nie patrzałam na to od tej strony...coś w tym jest.Co chwile jak podejmuje jakąś ważną decyzje w życiu to jeśli się nie spodoba to jestem izolowana a jeśli jest ok to udajemy, ze wszystko jest cacy Męczy już mnie ta sytuacja i wyniszcza i chyba masz racje ,że czas się skupić na własnej rodzinie...szkoda tylko ,że zaraz podnoszą się głosy ,że jestem niewdzieczna bo przecież mi tyle pomagali (chodzi o rzeczy materialne) Chciałabym mieć z kim o tym porozmawiać tak o wszystkim może tu uda mi się znaleźć ...
No tak, zapomniałam o jednej ważnej rzeczy, wyjście z "systemu" jest b. trudne gdyż rodzinka przykłada dużo siły i energii żeby się nic nie zmieniało. Obajwia się to "wjeżdzaniem na psyche" (w potocznym tłumaczeniu).
Może faktycznie warto pogadać z psychologiem, może poradzi Tobie co dalej . Może czat? Możesz też napisać do mnie prywatną wiadomość (PW) postaram się pomóc.
Pozdr.
"It's not what you know, it's what you do with what you know."
~ Unknown
nosco Szkoda, że tak samo każdy z nas nie ma zakorzenionego "wzorca" pt. jeśli taka rodzina "nawali" to liczenie się jej zdaniem, życie w zgodzie powinno zostać anulowanie, gdyż bardziej to przypomina dręczenie samego siebie i zdecydowanie nie pomaga.
amen
grosiacz, tak mnie zastanawia... czy ich zachowanie może wynikać ze strachu? strachu przed ujawnieniem niechcianej prawdy, strachu przed opinią otoczenia? a ludzie reagują okrutnie, moim zdaniem sporo jest współwinnych czyli mówiących "sama się prosiła"...
Koteczka
Tylko ,że ja nie chce ujawniać prawdy nie chodzi mi o zniszczenie im życia i opini...chciałabym tylko akceptacji a nie ciągłych wyrzutów , pretensji a przez samego sprawce przy byle okazji zakazu wstępu do domu rodzinnego Masz racje , otoczenie jest okrutne i też nie chciałabym narażać swoich dzieci i męża...
Nosco słusznie zwrócił mi uwagę na to że może jest to dla mnie wyniszczający system (rodzina) i może czas najwyższy coś z tym zrobić...
Piszesz " przez samego sprawce przy byle okazji zakazu wstępu do domu rodzinnego", czyli on nadal bywa w twoim domu? z tego co dobrze zrozumiałam... Jeśli chcesz się oderwać od tego wszystkiego musisz wreszcie to zakończyć. Tak nie może być, że bezkarnie on sobie przyłazi, czując się bezpiecznie pomimo, że Cię skrzywdził. Tym wcześniej zaczniesz robić kroki, tym łatwiej Ci będzie, choć początki zawsze są trudne, nie raz trzeba wiele czasu, poświęcenia, łez, walki, aby zobaczyć słońce
Grosiacz tak naprawde spotykając się z nimi narażasz i zaniedbujesz swoją rodzinę tylko tego nie widzisz.Gdybyś czuła jak bardzo cię krzywdzili to byś się z nimi nie mogła nawet spotkać,czułabyś gniew,nie zależało by ci na ich akceptacji,bo byś wiedziała że i tak nie dostaniesz nigdy tego co chciałaś od nich.A jeśli by już doszło do spotkania to byś im ze złością wszystko wykrzyczała tak jak ja to zrobiłam ostatnio.
Wiesz jeszcze rok temu jak się spojrzę na siebie wstecz to widzę siebie jako osobe jeżdżąca do ojczyma który mnie gwałcił wielokrotnie od 3 roku życia, który mnie zmuszał do masturbacji jego ,do matki która nigdy mnie nie broniła. A która mnie razem z ojczymem wyśmiewała od dziecka, która mną pogardzała, nienawidziła mnie i brzydziła sie mna tak samo jak on.Niszczyli mnie oboje ale ja przeżyłam to wszystko.I przeżyłam nie po to żeby milczeć tylko po to by pokonywać bariery wszystkie i by kiedyś powiedzieć to głośno wszystkim.Matka wie o wszystkim a żyje z nim nadal i stoi po jego stronie, a do mnie czuje tylko zazdrość.Widzę dokładnie jak bardzo mi jeszcze rok temu zależało żeby nauczyć matkę miłości, by zdobyć jej akceptację,podziw i uznanie.Kupowałam im prezenty na wszystkie święta i urodziny.Oni mi nigdy nic nie kupili, nawet dobrego słowa od nich nie otrzymywałam, jedynie na każdym kroku krytykę i przytyk.A teraz jestem "czarną owcą" w rodzinie, tak ja taka kiedyś zawsze milcząca,spokojna, ułożona, posłuszna i bojąca się swoich rodziców.I wiesz dobrze mi z tą myślą że jestem tą "czarną owca", cieszę się że zrobiłam tak dużo i wiem że wiele jeszcze przede mną.Ale dam radę.Ty też musisz w siebie wierzyć bo nikt tego za ciebie nie zrobi.
Twoję dzieci będą tylko wtedy szcześliwe i spokojne gdy ich matka będzie szczęśliwa i będzie żyć w spokoju ducha
On tam nie bywa tylko mieszka to mój rodzony ojciec , i nie umiem odciąć się od mamy mimo że mi nie pomogła tylko wspierała finansowo jak opuściłam dom,mineło już wiele lat a ja czuje że to mnie niszczy od środka , słysze tu zdanie ,że powinnam się odciąć ..Jak odciąć się od matki , siostry a dzieci od babci??? Czy jest to wykonalne??? On rządzi tą rodziną ja tam obecnie nie mam wstępu bo odważyłam się na ślub po raz drugi z człowiekiem którego im nie przedstawiłąm.Spotykam się czasem z mamą ale ciągle słysze krytyke i że jemu przejdzie w końcu i znowu będe mogłą przyjść a ja już nie mam ochoty tam iść... i udawać pogubiona jestem siłe znajduje tylko dzięki moim dzieciom i mężowi dla nich jestem w stanie normalnie (w miare) funkcjonować Dziękuje że moge Wam tu troche wygadać ,bo czasami już nie daje rady...
Grosiacz ja tam obecnie nie mam wstępu bo odważyłam się na ślub po raz drugi z człowiekiem którego im nie przedstawiłąm
. Więc skoro stać cię na taki krok to stać też cię również na odcięcie się od nich.
Grosiacz Spotykam się czasem z mamą ale ciągle słysze krytyke i że jemu przejdzie w końcu i znowu będe mogłą przyjść a ja już nie mam ochoty tam iść... i udawać
Sama widzisz ciebie krytykuje a jego bierze w swoją obronę.Czy naprawde potrzebna ci taka matka?Dzieci potrzebują matki i ojca a przede wszystkim miłości a nie dziadków.Czy uważasz że dzieci nie wyczuwają co się dzieje?Dzieci mają niesamowitą intuicję.Ja jako dziecko wyczuwałam że moją matkę i ciotkę zgwałcił dziadek w wieku nastoletnim.Ciotka popełniła samobójstwo a matka mi powiedziała ostatnio o tym,że była zgwałcona przez ojca rodzonego.Tylko widzisz co z tego że moja matka przeżyła coś takiego jak ja, jak nie ma dla mnie wspólczucia,jak broni oprawcy z całych sił, jak z nim spiskuje,żyje.Ja się od tego odcinam.